Author: vegedario

Mieszkanie dzielimy z jeszcze jednym studentem z wymiany. Na imię ma Ma Xiao, ale chce aby mówiono do niego Max. W sumie dla mnie to bez różnicy bo nie mam problemów z wymawianiem tego. Inaczej sprawa wygląda z naszymi imionami, całe szczęście ja mam ten przywilej że przedstawiam się jako Andrew Arrow, natomiast historia Przemka jest zdecydowanie inna.

Za każdym razem kiedy mówi swoje imię ludzie po prostu głupieją, jeszcze nikomu nie udało się wypowiedzieć go poprawnie, dlatego dziewczyny bardzo intensywnie myślą nad odpowiednią ksywką. (wasze sugestie mile widziane na facebook-u). Widzieliśmy się z nim dopiero raz ale sprawił bardzo pozytywne wrażenie. Max jest już tu dobrze zadomowiony, teraz zostaje na drugi semestr. Max od razu dał nam dwa zestawy kołder i poduszek. Mówił że zostały po poprzednich lokatorach, Francuzach a oni odjeżdżając zostawili wszystko za sobą. Do tego mogliśmy wziąć lampki nocne no i najważniejsze zasłony, moja prywatność będzie wreszcie bezpieczna. Max zaoferował nam także dwa rowery bo ma ich kilka ale powiedział że musimy na nie troszeczkę poczekać bo są porozrzucane gdzieś w Joensuu.
Tuż przed przyjściem Maxa jedliśmy pierwszy posiłek przygotowany na miejscu, niestety nie mamy zdjęć. Jednak muszę przyznać średnio to wyszło. Przywieźliśmy z Polski parę produktów i po chwili namysłu zdecydowaliśmy że ugotujemy ryż a do tego podgrzejemy mielonkę z konserwy i dodamy kostkę rosołową. Wyszło tak sobie bo o ile smak był zadowalający wszystko było niesamowicie słone, ale nieważne pierwszy samodzielnie przygotowany posiłek na obcej ziemi zaliczony do udanych.
Przed wyjściem Haidi umówiła się z nami na następny dzień na spotkanie przy kampusie uniwersyteckim, miała nam ogólnie pokazać miejsce i pomoc w rejestracji na uniwersytecie. Pełni nadziei na przyszły dzień poszliśmy spać, po prawie dwudziesto-godzinnej podróży sen był zbawienny.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież