Author: vegedario

 

I cały misterny plan…

„Prawdę mówiąc nie udało się wstać o 6.00. Padał deszcz, wiał siny wiatr, było zimno. Andrzej tak się zawinął w śpiworze, że nawet nosa nie wystawił do 9.00. Kiedy już wstałem dotarło do mnie jak mocno będę cierpiał tego dnia. Mięśnie nóg bolały mnie tak bardzo, że zejście z drabiny wydawało się niewykonalnym zadaniem. Tak to jest jak jedzie się bez wcześniejszego przygotowania, rozgrzewki i odpowiedniej diety. Ze śniadaniem też nie było kolorowo, nasza wina, za bardzo pierdzieliliśmy się z pieczeniem mięska. W konsekwencji wywaliliśmy część i dopiero koło 11.00 wyruszyliśmy w drogę."

Na Bałtów, który tak bardzo chcieliśmy zobaczyć nie starczyło nam już czasu. Padało niemiłosiernie i jedyne o czym myśleliśmy, to jak najszybszy powrót do domu. Pogoda się na nas po prostu uwzięła, znów zatrzymywaliśmy się co chwilę. Ale nie dlatego, że nam się nam sie chciało. Byliśmy zmuszeni robić częste postoje bo ulewny deszcz powodował, że woda dostawała nam się wszędzie i chcieliśmy choć na chwilę uciec od naporu ulewy. Daszki i wiaty przystankowe były dla nas niczym eldorado.”

No i Mateusz się zmęczył. Teraz ja muszę skończyć pisanie tej jakże mrożącej krew w żyłach historii :P

Deszcz padał niemal nieustannie, więc nie było innego wyjścia jak zebrać się w sobie i jechać wykorzystując chwilowe przerwy a w najgorszych momentach korzystać ze schronienia na przystankach. Znów naiwnie zaufaliśmy GPSowi aby poprowadził nas jak najkrótszą drogą. Przez las oczywiście! Kiedy już po raz któryś wydostaliśmy się z „ciemnej dupy” (czyt. GPS znów prowadził po bagnistych krzaczorach) na skraju polany zobaczyliśmy kilka domów. Nie czekając na nic doszliśmy do wniosku, że tubylcy nie mogą się mylić i powiedzą jak się stąd wydostać w kierunku Lublina. Jakaś kobieta wyszła właśnie z domu wylać pomyje, więc zapytałem: „ Droga Pani w którą stronę do Lublina?, na co ona „Panie, panie, panie! To ze sto kilometrów przecie! Ale w tamtą stronę” Pokazała ręką na wschód, nie kryjąc zdziwienia tym jak to dwóch idiotów na rowerach jedzie w ulewnym deszczu sami w sumie nie wiedząc w którym kierunku… Kierunek to my znaliśmy, chcieliśmy tylko wiedzieć jak dostać się na asfaltową drogę. Przez to błąkanie się znów straciliśmy mnóstwo czasu a musieliśmy być tego dnia z powrotem w Lublinie.

„Do tego w jakimś widać rzadko odwiedzanym sklepiku (powinien być tam szyld „Na Środku Zadupia”) kupiłem jogurt przeterminowany dwa tygodnie. Na szczęście zobaczyłem to jak już go zjadłem, bo jechałbym dalej głodny”

Rowerami aż do samego Lublina

20130428494I wtedy zdecydowaliśmy, że nie ma mowy żebyśmy zdążyli rowerami. Po drodze jest Kraśnik tam mieszka nasz kolejny szwagier - Bartek (mówimy na niego szwagier, ale w sumie na innych naszych ziomków też mówimy szwagier. A na tych co nie mówimy szwagier to mówimy człenio. Ale to długa historia, może innym razem :D) U niego chwilę odpoczniemy i pakujemy się do pociągu i wracamy do Lublina. ”Musimy jeszcze zdążyć na wieczór na koncert człenia Przemka, któremu obiecywaliśmy to od dawna (niestety wypadła nam nieoczekiwana wyprawa)”. Jednak łatwiej powiedzieć trudniej zrobić. Wiatr jakby się na nas uwziął, ciężko było robić jakikolwiek postęp, a czas leciał. Rower Mateusza też kaszlał i prychał, zepsute łożyska z trudem pozwalały na jazdę. Najśmieszniejsze było to, że nawet znaki drogowe płatały nam figle. Najpierw był znak Kraśnik - 26 km, po 2 kilometrach, Kraśnik - 25 km, ale nie to było najgorsze po następnym kilometrze był kolejny znak: Kraśnik - 29km. WTF!!!

"To jednak nie było najgorsze, Przed Kraśnikiem czekał na nas bardzo stromy i kręty podjazd. Na drodze nie było praktycznie poboczy, dlatego chcąc czy nie chcąc musieliśmy zacząć prowadzić nasze rowery, co kolejny raz popsuło nasze plany czasowe"

W pewnym momencie już niedaleko Kraśnika, Mateusz miał poważny kryzys formy. Nagle i bez ostrzeżenia zatrzymał rower i usiadł na kamieniu, twierdząc, że dalej po prostu nie jedzie bo musi odpocząć. Wtedy zauważyłem, że jest naprawdę źle. Nie zastanawiając się wyjąłem z plecaka zapasowe spodnie i suche skarpetki aby ratować kompana. Kryzys Mateusza miał duży związek z wychłodzeniem i przemoczeniem organizmu. Obaj byliśmy mokrzy ale ja miałem na sobie Goretex, co chroniło mnie zarówno przed wiatrem jak i wodą w dużo większym stopniu niż już i tak mokra (od rozmarzającego się schabiku) membrana Mateusza kurtki 4F. Uczucie zimna potęgował dodatkowo silny wiatr. O przewadze odzieży z membrany Goretex nad wszystkim innym będzie w oddzielnym artykule.

No ale jakoś późnym popołudniem udało się dotrzeć do Szwagra. Przemoczeni i głodni weszliśmy do domu, a po zdjęciu butów „Ja nie musiałem zdjąłem sobie tylko podeszwy.” wszędzie zostawały za nami ślady stóp od przemoczonych skarpetek. Szwagier ugościł nas po królewsku z obiadem i wszystkimi udogodnieniami. Nawet piwko chciał dać, ale doszliśmy do wniosku, że przy naszym zmęczeniu kilka łyków by nas położyło. Posileni pojechaliśmy na stację kolejową. Tu też podjęliśmy strategiczną decyzję, że rower, którym jechał Mateusz przeżył już swoje i pora wysłać go na cmentarz rowerów.

20130428496„Andrzej powiedział, że po przyjeździe nie zabierze go do domu i zostawi w piwnicy w Lublinie. Także zaproponowałem mu żeby odkręcił potrzebne części wtedy nie będzie trzeba płacić za przewóz roweru pociągiem.”

Po naradzie pośpiesznie odkręciłem od niego sprawne elementy (czytaj: odblask, licznik i opony (choć musiałem zabrać całe koła bo nie było czasu na kompletną rozbiórkę)). Większość roweru zabrał zaprzyjaźniony ze Szwagrem, pan Miecio. Mówił, że zrobi z tego użytek jeszcze. My wsiedliśmy do pociągu i ruszyliśmy w trasę do Lublina, całą drogę rzewnie wspominając jak dzielny i wytrzymały był Ś.P. Rower.

Tym samym nasza pierwsza wspólna wyprawa dobiegła końca. Nauczyliśmy się wiele, szczególnie Mateusz. Oby jak najwięcej tak przepełnionych przygodami wypraw.

 

Galeria wyprawy: TUTAJ

Dane wyprawy:

Data: 27-28 kwiecień 2013

Dystans: 182 km

Koszt: ok.35 PLN

 



Pokaż Lublin - Bałtów na większej mapie

 


 

 

Komentarze   

# Mateusz Mielniczuk 2014-02-07 20:25
Zapraszam do komentowania :P
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież